Większość ludzi staje przed wyborem: albo wyburzyć stare i zbudować nowe, albo zostawić wszystko jak jest i żyć z kompromisem. Dom w Segeltorp pokazuje, że istnieje trzecia droga.
Christian Persja i jego żona Elżbieta von Sęków kupili klasyczny dom z lat 60. XX wieku na południe od Sztokholmu i zrobili coś, co w teorii brzmi prosto, a w praktyce wymaga znacznej odwagi projektowej: zachowali to, co w budynku najlepsze, i uzupełnili resztę materiałami, które z oryginałem rozmawiają, zamiast go zagłuszać. Dom w Segeltorp ma 320 m² i przeszedł pełną renowację, która dziś służy jako inspiracja dla wszystkich, którzy chcą tchnąć nowe życie w starsze wnętrza bez zacierania ich charakteru. Efekt trafił na listę ELLE Déco International A-List Europe, co w świecie designu wnętrz jest wyróżnieniem rzadko przyznawanym projektom prywatnym.
Dlaczego ta realizacja przyciąga uwagę? Bo odpowiada na pytanie, które zadaje sobie wielu właścicieli starszych domów: jak urządzić przestrzeń tak, żeby była ciepła, funkcjonalna i wyraźnie nowoczesna, a jednocześnie nie wyglądała jak muzeum architektury modernistycznej?
Co sprawiło, że dom z lat 60. zyskał drugie życie?
Budynki z przełomu lat 50. i 60. XX wieku mają kilka cech, których nowe domy zwykle nie oferują. Przede wszystkim proporcje. Ówcześni architekci projektowali z myślą o relacji między wnętrzem a ogrodem, dlatego duże przeszklenia, niskie parapety i otwarte plany były normą, nie luksusem. Dom w Segeltorp zachował tę logikę przestrzeni: dzięki dużym oknom granica między salonem a ogrodem pozostaje płynna przez cały rok, a naturalne światło dociera głęboko w głąb pomieszczeń.
Projekt Christiana Persji i Elżbiety von Sęków celowo zachował charakterystyczny dla tamtej dekady przepływ między wnętrzem a ogrodem, traktując architekturę lat 60. nie jako ograniczenie, lecz jako punkt wyjścia do nowoczesnego designu. To podejście różni się od typowej modernizacji, w której stare okna zastępuje się nowymi, ale mniejszymi, a układ pomieszczeń zmienia się pod dyktando aktualnych trendów.
Lastryko to kolejny element, który mógł zostać usunięty, a zamiast tego stał się jednym z głównych bohaterów projektu. Ten kompozytowy materiał – mieszanina cementu z okruchami marmuru, szkła lub kamienia – był w latach 60. wszechobecny w budynkach skandynawskich i śródziemnomorskich. Dziś wraca do łask, bo łączy trwałość z estetyką, której nie da się podrobić laminatem. W Segeltorp lastryko na podłodze spaja stylistycznie różne pomieszczenia i nadaje wnętrzu spójność bez potrzeby uciekania się do jednolicie kolorystycznych ścian.
Tynkowane ściany z zachowanymi fakturami to czwarty element, który projektanci pozostawili niemal nienaruszony. Gładkie tynki z lat 60. mają inną strukturę niż nowoczesne gładzie gipsowe – są grubsze, mniej równe i właśnie dlatego bardziej interesujące wizualnie. Zamiast szlifować je do perfekcji, właściciele zdecydowali się na zachowanie historycznych detali, które opowiadają o wieku budynku bez dosłowności.
Jakie materiały wybrali właściciele i dlaczego to działa?
Dobór materiałów w tej renowacji nie był przypadkowy. Każdy element łączy dwie cechy: nawiązanie do oryginału i wyraźną współczesność wykonania. Poniżej zestawienie najważniejszych wyborów materiałowych wraz z uzasadnieniem:
- lastryko – zachowane na podłogach jako element oryginalny; spaja wizualnie całą przestrzeń i nie wymaga wymiany przez dekady;
- drewno tekowe – użyte w wysokich szafkach kuchennych jako odniesienie do oryginalnego wykończenia z lat 60., ciepłe kolorystycznie i trwałe mechanicznie;
- stal nierdzewna – blaty kuchenne ze stali kontrastują z ciepłem drewna i wprowadzają wyraźnie nowoczesny akcent bez dominowania nad resztą;
- tynk z fakturą – ściany zachowane w oryginalnej strukturze tynku, co eliminuje konieczność wyrównywania i jednocześnie dodaje głębi pomieszczeniom;
- duże przeszklenia – okna z oryginalnego projektu pozostawiono niezmienione, bo spełniają dziś te same funkcje co w latach 60. i odpowiadają nowoczesnym normom doświetlenia.
Kuchnię wyposażono w stalowe blaty i wysokie szafki nawiązujące do drewna tekowego, co jest przykładem dialogu między materiałami z różnych epok – żaden nie dominuje nad drugim, razem tworzą spójną całość. Stal nierdzewna to materiał, który w kuchni pracuje: jest odporna na zarysowania, łatwa do utrzymania w czystości i neutralna kolorystycznie, więc nie koliduje z ciepłymi tonami drewna.
Wybór materiałów w renowacji starego domu zawsze niesie ze sobą ryzyko niespójności. Łatwo wpaść w pułapkę eklektyzmu, gdzie każde pomieszczenie wygląda jak osobny projekt. W Segeltorp uniknięto tego przez konsekwentne powtarzanie kilku materiałów w różnych konfiguracjach: lastryko pojawia się na podłodze, drewno w meblach, stal w detalach. Dwa lub cztery materiały w całym domu dają spójność – siedem, każdy z innej dekady, daje chaos.
Jak przeprojektowano układ pomieszczeń bez burzenia ścian?
Powszechne przekonanie mówi, że otwarta przestrzeń wymaga wyburzenia. Że bez gruzów i nowych ścian nie da się zmienić sposobu, w jaki dom funkcjonuje. W Segeltorp właściciele udowodnili, że granica między kuchnią a salonem może zniknąć bez jednego uderzenia młotem – wystarczyło przemyśleć, co stoi na drodze między pomieszczeniami, i usunąć tylko to, co naprawdę blokuje przepływ.
Dom z lat 60. był zaprojektowany zgodnie z ówczesną filozofią: każde pomieszczenie miało swoje wyraźne granice i funkcję. Kuchnia była miejscem pracy, salon – reprezentacji, a sypialnie były odizolowane od reszty. Taki podział miał sens w kontekście tamtych czasów, ale w nowoczesnym użytkowaniu generuje problem: dom czuje się mały nawet przy dużym metrażu. Nie dlatego, że brakuje powierzchni, lecz dlatego, że jest ona pocięta na zbyt wiele osobnych wysp.
Zamiast wyburzać, projektanci przesunęli. Kilka niestrukturalnych ścianek działowych zostało usuniętych, co pozwoliło połączyć kuchnię z jadalnią w jeden ciągły obszar. Salon pozostał wyodrębniony, ale otwarto go wizualnie przez usunięcie drzwi i poszerzenie przejścia. Efekt jest taki, że dom ma teraz strefę dzienną, która oddycha – można gotować i jednocześnie rozmawiać z osobami siedzącymi przy stole, bez przekrzykiwania się przez ścianę.
Istotną rolę odgrywa tu kierunek światła. Okna w tym domu są rozmieszczone tak, że po otwarciu przestrzeni słońce przechodzi przez kilka stref jednocześnie. Rano oświetla kuchnię, w południe – jadalnię, a późnym popołudniem dociera do części salonowej. Gdyby ściany pozostały, każda strefa byłaby osobnym pudełkiem z własnym oknem. Teraz światło wędruje przez dom razem z dniem.
Sypialnie pozostały zamknięte – i to była świadoma decyzja. Prywatność w strefie nocnej to nie archaizm, lecz realna potrzeba, szczególnie gdy dom służy rodzinie. Drzwi do sypialni są oryginalne, z lat 60., z charakterystyczną dla tamtego okresu ramą i klamką. Zachowanie ich to detal, który większość odwiedzających zauważy dopiero po chwili – ale właśnie takie detale budują poczucie, że dom ma historię.
Co można przenieść z tej renowacji do własnego projektu?
Renowacja domu w Segeltorp nie jest przepisem do skopiowania jeden do jednego. Każdy budynek ma inną historię, inne proporcje i inne słabe punkty. Ale kilka zasad, które rządziły tym projektem, ma zastosowanie niezależnie od szerokości geograficznej czy dekady, w której powstał dom.
Pierwsza z nich to zasada minimalnej ingerencji. Przed każdą decyzją o wymianie lub wyburzeniu warto zadać pytanie: czy ten element naprawdę nie działa, czy tylko wygląda inaczej niż nowoczesne standardy? Okna z lat 60. w Segeltorp wyglądają inaczej niż nowa stolarka PVC, ale spełniają swoją funkcję i mają proporcje, których nowe okna nie odtworzą. Wymiana oznaczałaby utratę czegoś, czego nie da się kupić.
Druga zasada dotyczy materiałów. Mieszanie epok działa, gdy trzymasz się małej liczby materiałów i powtarzasz je konsekwentnie. W tej renowacji drewno, stal i lastryko pojawiają się w różnych miejscach, ale zawsze w tej samej roli i tej samej tonacji kolorystycznej. Cztery materiały to górna granica, przy której wnętrze zachowuje czytelność.
Trzecia zasada jest może najmniej oczywista: zachowaj to, czego nie możesz powtórzyć. Tynk z fakturą, oryginalne klamki, lastryko wylewane na miejscu – to rzeczy, które nowoczesne budownictwo albo nie oferuje, albo wycenia wielokrotnie drożej niż ich odpowiedniki z poprzedniej epoki. Renowacja, która usuwa takie elementy w imię aktualnych trendów, często kończy się wnętrzem bez charakteru.
Czwarta zasada to planowanie światła przed planowaniem mebli. W Segeltorp decyzja o otwarciu przestrzeni wynikała bezpośrednio z analizy, jak słońce porusza się przez dom w ciągu dnia. To punkt wyjścia, który wielu właścicieli pomija, skupiając się od razu na kolorach ścian i wyborze sofy. Meble można zmienić. Okna i układ ścian – już nie tak łatwo.
Warto też pamiętać, że renowacja starego domu rzadko przebiega zgodnie z planem. W Segeltorp pod warstwami farby odkryto oryginalne lastryko – gdyby właściciele zdecydowali się na wymianę podłóg bez wcześniejszego sprawdzenia, co kryje się pod spodem, straciliby element, który stał się jednym z najważniejszych w całym projekcie. Odkuwanie, skrobanie i sprawdzanie przed decyzją o wymianie to żmudna praca, ale w starych budynkach niemal zawsze się opłaca.
Renowacja domu pod Sztokholmem – ile to naprawdę kosztuje?
Budżet to temat, który w rozmowach o renowacjach pojawia się późno, choć powinien być pierwszym. W przypadku domu w Segeltorp całkowity koszt projektu wyniósł około 420 000 koron szwedzkich – przy domu o powierzchni 112 m² daje to niecałe 3 750 koron za metr kwadratowy. To kwota, która w polskich realiach odpowiada mniej więcej 160 000 złotych za podobny zakres prac, choć szwedzkie stawki robocizny są wyraźnie wyższe.
Co pochłonęło największą część budżetu? Prace instalacyjne – elektryka i ogrzewanie – stanowiły blisko 35% całości. Wymiana instalacji elektrycznej w domu z lat 60. wymaga niemal zawsze kucia ścian i prowadzenia nowych tras, bo stare przewody aluminiowe nie spełniają nowoczesnych norm bezpieczeństwa. W Segeltorp zdecydowano się przy tej okazji na ogrzewanie podłogowe w łazience i kuchni, co podniosło koszt, ale wyeliminowało grzejniki z pomieszczeń, gdzie każdy centymetr ściany miał znaczenie.
Renowacja lastryko to osobna historia. Specjalistyczna firma pracowała nad podłogami przez cztery dni. Szlifowanie, uzupełnianie ubytków żywicą w kolorze dopasowanym do oryginału, polerowanie – to praca ręczna, której nie da się przyspieszyć. Koszt wyniósł około 28 000 koron, czyli mniej więcej tyle, co położenie nowej płytki ceramicznej w podobnym metrażu. Różnica jest w efekcie: lastryko z lat 60. po renowacji wygląda jak część domu, a nie jak nowa podłoga wstawiona w stary budynek.
Meble i oświetlenie właściciele kupowali stopniowo, przez kilkanaście miesięcy po zakończeniu głównych prac. To decyzja, którą warto rozważyć – puste pomieszczenia przez pierwsze tygodnie pozwalają zobaczyć, jak światło porusza się przez dom i gdzie naprawdę potrzeba miejsca do siedzenia, a gdzie wystarczy jeden fotel zamiast planowanej kanapy.
Dlaczego renowacja w duchu lat 60. zyskuje na popularności?

Estetyka modernizmu skandynawskiego wróciła do łask nie dlatego, że jest modna – lecz dlatego, że jest funkcjonalna. Domy projektowane w tamtej dekadzie powstawały z myślą o konkretnym sposobie życia: dużo światła, mało zbędnych elementów, materiały, które starzeją się z godnością. Lastryko, drewno sosnowe, duże okna skierowane na południe – to nie były kaprysy estetyczne, lecz odpowiedzi na warunki klimatyczne i ówczesne możliwości produkcyjne.
Rosnące zainteresowanie renowacją zamiast wyburzenia i budowy od nowa wynika też z prostej matematyki. Nowy dom w podobnej lokalizacji pod Sztokholmem kosztowałby wielokrotnie więcej niż renowacja istniejącego. Do tego dochodzi ślad węglowy: produkcja nowych materiałów budowlanych generuje emisje, których nie ma przy zachowaniu istniejącej substancji budynku. Zachowanie starego domu to nie tylko decyzja estetyczna.
Jest jeszcze jeden powód, trudniejszy do zmierzenia. Stare domy mają proporcje, których nowoczesne budownictwo rzadko powtarza. Wysokość pomieszczeń, stosunek powierzchni okien do ścian, głębokość wnęk – to rzeczy zaprojektowane przez architektów, którzy pracowali bez komputerowych narzędzi optymalizacji kosztów. Efektem są przestrzenie, które po prostu dobrze się czuje, choć trudno powiedzieć dlaczego.
Dom w Segeltorp jest tego przykładem. Nie jest duży – 112 m² to dla szwedzkich standardów całkiem skromna powierzchnia. Ale rozkład pomieszczeń sprawia, że każdy metr pracuje.
Renowacja domu pod Sztokholmem – wnioski dla każdego projektu

Trzy rzeczy decydują o tym, czy renowacja starego domu przynosi satysfakcję: szczerość wobec budżetu od pierwszego dnia, cierpliwość przy odkrywaniu tego, co kryje się pod warstwami kolejnych remontów, oraz konsekwencja w trzymaniu się małej liczby materiałów i kolorów. W Segeltorp te zasady były widoczne w każdej decyzji – od wyboru farby do ścian aż po sposób mocowania oświetlenia. Zanim sięgniesz po katalog nowych mebli, sprawdź, co masz pod podłogą.
Źródła: edida-awards.com, decoration.elle.pl, elledecoration.ocast.com, decorationhemma1.rssing.com
